FANFARY DLA SIENKIEWICZA
W Roku Pańskim 1905, 10 grudnia o trzeciej po południu w Akademii Królewskiej w Sztokholmie dźwięk fanfar oznajmił początek uroczystości nadania nagrody Nobla. Nagroda ta przyznawana od 1901 roku, uznawana jest za najbardziej prestiżowe wyróżnienie za wybitne osiągnięcia w dziedzinie literatury, fizyki, chemii, medycyny i działań na rzecz pokoju, by nagradzać autorów dzieł „wyróżniających się w kategoriach duchowych”, jak pisał Alferd Nobel w swym testamencie.
Plejadę noblistów w dziedzinie literatury polskiej otwiera H. Sienkiewicz. Otrzymał on w 1905 roku Literacką Nagrodę Nobla za „wybitne osiągnięcia w dziedzinie eposu i rzadko spotykany geniusz, który wcielił w siebie ducha narodu” – jak podkreślił jeden z jurorów. Jest ona tym bardziej cenna, że została przyznana jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości, pisarzowi, obywatelowi nie istniejącego Państwa Polskiego. Gdy Henryk Sienkiewicz otrzymał tę nagrodę – nikt nie miał wątpliwości, że trafiła w godne ręce.
Odbierając nagrodę Nobla mówił, że „zaszczyt ten, cenny dla wszystkich, o ileż jeszcze cenniejszym być musi dla syna Polski!... Głoszono ją umarłą, a oto jeden z tysięcznych dowodów, że ona żyje!... Głoszono ją niezdolną do myślenia i pracy, a oto dowód, że działa!... Głoszono ją podbitą, a oto nowy dowód, że umie zwyciężać!” Jego wystąpienie było symbolem wiary w odrodzenie Polski, wykreślonej z mapy Europy.
100 lat temu, 10 grudnia 1905 roku w Sztokholmie, tak oto pisał Henryk Sienkiewicz w liście do swojej żony Marii Babskiej, po uroczystości wręczenia nagrody:
„Drogi i kochany Marku (tak nazywał swą żonę Marię), jeśli dziennikarze będą przychodzili do Ciebie z prośbą o moje listy, każ im się wypchać. – Jest jedna rzecz doskonała w naturze, to jest, że dzień który się zaczął musi się skończyć. Otóż dzisiejszy skończył się. O trzeciej zaczęła się ceremonia. Wręczenie nagrody literackiej odbywa się na końcu jako couronnement widowiska zapewne dlatego, by się ludzie nie rozchodzili przed czasem. Było te tedy w Akademii. Sala nie większa od krakowskiej, ale nabita, przed gmachem dużo ludzi. Pań i panien (ani jednej takiej jak Marek lub jak Dziecko) całe gromady. Wchodzi rodzina królewska: król. Książę Karol i Gustaw Adolf, wnuk królewski, syn nieobecnego następcy tronu, a więc przyszły władca. Sam staruszek wysoki, majestatyczny i trochę smutny z powodu Norwegii, książę Karol wysoki, z twarzą inteligentną, Gustaw Adolf młody, nieśmiały, z fizjonomią pierwszą lepszą, pani za to przystojna i ładnie ubrana. Zasiadają fotele w pierwszym rzędzie, muzyka gra, ludzie się gapią. (...)
Na koniec mówi Wirsoen, mówi długo po szwedzku – po czym kończy po francusku naturalnie niesłychanymi pochwałami dla Trylogii, ”Bez dogmatu”, „Rodziny Połanieckich”, „Quo vadis” i „Krzyżaków”. Patrzę ukosem, jak to przełknie pruski ambasador, który siedzi koło mnie – i wpadam w dobry humor przy opisie Grunwaldu. Prusak zresztą ani drgnął. Potem wszyscy wstają, król również: bierze pudełko z medalem, patent, a ja idę jednocześnie przed jego fotel. Wręcza mi to wszystko, po czym ściska moja prawicę tak długo i tak serdecznie, że niewątpliwie dłużej i serdeczniej niż poprzednio ambasadora i Kocha, po czym nakrywa moją rękę swoją drugą – i ma tak poczciwy wyraz twarzy, że miło patrzeć. Rozlegają się brawa, muzyka gra hymn szwedzki. Kłaniam się królowi, po czym mijając zatrzymuję się i kłaniam powtórnie przed królową Gustawową, czego nie zrobił Koch. Było to zauważone i dobrze przyjęte. Koniec! Wszyscy się rozchodzą (...)
Obiad skończył się około 8-mej. (...)
Poznałem mnóstwo ludzi. Rosyjski poseł von Stahl ofiarował mi wszelkie możliwe usługi. Nie wypadało odpowiedzieć, że w tych czasach, prędzej ja mógłbym mu oddać jaką przysługę niż on mnie. Prusak sprytny: przyszedł i przedstawił się w ten sposób: „jeden z trzech milionów pańskich wielbicieli i czytelników”. (...) Zachowuję dla Ciebie wszystkie programy, schowałem nawet menu. Jutro obiad u króla w zamku, (...) Ściskam Cię i całuję, drogi mój Mareczku i idę spać. Twój H.S.”
Maria z Babskich Sienkiewiczowa córka Karola była trzecią żoną Henryka Sienkiewicza, jego ostoją na starość i pomocą w nękających go chorobach. Ślub odbył się w obecności tylko najbliższej rodziny, w maju 1904 roku w Kościele Panien Kanoniczek pod wezwaniem św. Andrzeja. Maria Babska była przystanią życiową Sienkiewicza, stworzyła dom jemu i jego dorosłym już dzieciom, z którymi miała doskonały kontakt. Zajęła się Oblęborkiem i rozwinęła własną działalność społeczną. W latach veveyskich pomagała Sienkiewiczowi w pracach Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Po śmierci pisarza w listopadzie 1916 roku wzięła udział w uroczystościach pogrzebowych w Vevey i w Archikatedrze warszawskiej, gdzie w 1924 roku zostały sprowadzone prochy Sienkiewicza.
Osoba Sienkiewicza, jako wielkiego Syna Narodu polskiego jest bardzo mocno wpisana w moje życie. Fascynował mnie od młodości. Coraz bardziej uświadamiam sobie ten fakt. Kiedy przychodzę do katedry św. Jana , przy której mieszkam, często zatrzymuję się przy sarkofagu Sienkiewicza. Bogu Dobremu dziękuję za to, że dał nam tego „mistrza słowa”. Myśli moje biegną też do dalekich wspomnień którym stał się on częścią mojego życia.
Do Zgromadzeniu Panien Kanoniczek, podobnie jak Sienkiewicz, przybył mój dziadek Władysław Ślepowron-Kudelski, w trosce i z miłości do swoich dzieci poślubił on piękną Kanoniczkę również Marię Babską córkę Alfonsa herbu Radwan. W ten sposób Maria Babska stała się macochą mojej mamy, a więc moją „babcią – macochą”. W Kronikach naszej rodziny Peszkowskich-Kudelskich zapisano, że babcia w Kuźminie koło Sanoka często zbierała dzieciaki z wiosek na wieczorny różaniec, modlitwy, opowiadania. Pewnego wieczoru, na zakończenie modlitwy, stary zegar rodzinny spadł ze ściany i rozbił się. Babcia powiedziała wtedy, że na pewno ktoś z naszej rodziny odszedł do Pana. Następnego dnia przyszła wiadomość, że 15 listopada umarł w Vevey Henryk Sienkiewicz. Dobry Bóg mi pozwolił, że w drodze do Szkoły Podchorążych Rezerwy Kawalerii w 1938 r. odwiedziłem w Toruniu moją „macochę –babcię” i jej synów Merka i Alka. Wielkie to było przeżycie i serdeczne. Zjadłem u babci śniadanie, dostałem kanapki na dalszą drogę do Grudziądza i to spotkanie najserdeczniej wspominam. To było nasz pierwsze i ostatnie spotkanie. Rozdzieliła nas wojna.
W tym momencie rozpoczęła się pewna świadoma więź z Sienkiewiczem.
Kiedy przebywałem w Ameryce, trzykrotnie podczas wakacji pracowałem w parafii k/Anaheim w Yorba Linda, gdzie miałem możliwość w detalach przejść przez prawie wszystkie miejsca w jakich przebywał Sienkiewicz podczas swojego dwuletniego pobytu w Ameryce. To między innymi miało wpływ na temat mojej pracy magisterskiej „Sienkiewicz w Ameryce i wpływ Sienkiewicza na Amerykę”. Pracę tę obroniłem w Londynie na PUNO.
Jako profesor - wykładowca w Zakładach Naukowych Seminarium Polskiego w Orchard Lake, przywiązywałem ogromną wagę do dziejów, twórczości i rocznic związanych z Sienkiewiczem.
Ogarniam modlitwą rodziny Babskich, Sienkiewiczów, Kudelskich, Peszkowskich. Powierzam ich wszystkich trosce Najlepszego Ojca i Matce Najświętszej.
Ks. prałat Zdzisław J. Peszkowski
Henryk Sienkiewicz
Maria z Babskich - Sienkiewiczowa
trzecia żona Henryka Sienkiewicza
Władysław Ślepowron-Kudelski
Maria Babska - Kudelska